Magdalena Walkowiak: Nie jestem podobna do Kożuchowskiej. To ona jest podobna do mnie

Znana wągrowiecka dietetyczka opowiada o swoim życiu.

Nie często można spotkać człowieka, który podchodzi do swojej pracy z taką pasją. Magdalena Walkowiak z Wągrowca na co dzień pomaga innym w dążeniu do idealnej sylwetki i bycia zdrowym. - Przychodzą do mnie ludzi zarówno z otyłością jak i niedowagą. Moi pacjenci to także osoby, które na pierwszy rzut oka wyglądają „normalnie”. Zawsze tłumaczę moim koleżankom dietetyczkom, że mam mądrych pacjentów. To ludzie, którzy są gotowi podjąć wyzwanie i nauczyć się przy mnie, jak się regularnie i zdrowo odżywiać, a nie tacy, którzy potrafią nawet wziąć kredyt, by zapłacić za „cudowny koktajl”- opowiada.

Magda Walkowiak prowadzi gabinety w Wągrowcu i Poznaniu. Poza tym pracuje z dziećmi i ich rodzicami prowadząc lekcje w szkołach i przedszkolach. - Po ukończeniu ogólniaka szukałam swojej życiowej drogi. Wtedy nikt mnie nie pokierował. Wybrałam Uniwersytet Ekonomiczny, choć nie znosiłam matematyki. Los jednak chciał dla nie inaczej. Oblałam egzamin wstępny na ekonomię. Znajomy mojej mamy pomógł mi złożyć papiery na kierunek żywienie. Zdałam egzamin najlepiej - opowiada.

Choć wszystko ułożyło się pomyślnie, okres studiów był dla Magdy bardzo ciężki. Kobieta cierpiała na anoreksję. - Może zacznę od początku. Pewnego dnia, kiedy byłam jeszcze w podstawówce, jeden z kolegów klepnął mnie w pupę i stwierdził, że „mam fajny tyłek”. Byłam dzieckiem, nie akceptowałam tego, że moje ciało się zmienia. Już wtedy zaczęłam myśleć tylko o tym, co jeść, by nie przytyć. Odstawiłam słodycze, czytałam książki o zdrowym odżywianiu. Już wtedy miałam problem, ale nikt wówczas nie znał jeszcze anoreksji. Lekarze powtarzali tylko, że musze przytyć. W liceum było jakby lepiej. Zaczęły się pierwsze miłostki, zaczęłam się sobie podobać. Na „żywieniówce” wszystko wróciło. Każda ze studentek się odchudzała. Ja potrafiłam tak wciągnąć się w naukę, że zapominałam o jedzeniu nawet na długie dni. Inni studenci imprezowali, a ja siedziałam nad książką ze słuchawkami na uszach lub biegałam do laboratorium obserwować czy szczury, które badałam przytyły czy schudły. Karmiłam się tylko wiedzą. W najgorszym momencie życia ważyłam tylko 39 kilogramów. Poszłam na terapię - mówi. Jak zdradza, była w trójce najlepszych studentek na roku. Dietetyka była dla niej czymś fascynującym i czymś, co chciała ciągle chłonąć. - Rozpoczęłam nawet doktorat, który z różnych względów przerwałam po roku. Kiedyś chciałam go dokończyć, ale uważam, że ja doktorat robię każdego dnia z moimi pacjentami - wyjawia. Aby odciąć się od dotychczasowego życia, w wieku 30 lat wyjechała na rok do Opola, gdzie pracowała w hotelu.
- Trafiłam do świetnego miejsca, w którym całkowicie mogłam się oderwać od świata i choroby. Tam zaszłam w ciążę, choć lekarz mówili, że w moim przypadku to niemożliwe. Przez chorobę straciłam miesiączkę. Stał się jednak cud. Obiecałam sobie, że nazwę dziecko Wiktor lub Wiktoria, czyli zwycięstwo. Po dziewięciu miesiącach urodziła się moja Wiki. Choć ważyła zaledwie 1800 g, była całkowicie zdrowa. Darła się najgłośniej na całym oddziale. Wspólnie rozpoczęłyśmy nowe życie - wspomina. 42-latka wyjaśnia, że dzisiaj jest szczęśliwa. - Nie raz zmagałam się z obgadywaniem przez innych. Szczerze mówiąc, mam to gdzieś, co inni o mnie myślą. Nie toleruję zakłamania. Kieruję się prawdą i pokorą - mówi. W rozmowie z wągrowczanką, nie mogliśmy nie zapytać o jej podobieństwo do Małgorzaty Kożuchowskiej.
- Wcale nie uważam, że jestem do niej podobna, ale ludzie tak mówią. Kiedy pracowałam w szkole, uczniowie mówili do mnie „Kożuchowska”. Co ciekawe, znam ją z widzenia, bo przychodziła do kuzynki, która studiowała na naszej uczelni. Kiedy zagrała w „Killerze”, zaczęła trochę zadzierać nosa i od tej pory nie darzę jej sympatią. Kiedy jako młoda mama chodziłam z Wiką na spacery, kobiety w Wągrowcu pokazywały na mnie palcem i mówiły „Hanka Mostowiak” - wyjaśnia.

Dietetyczka mówi, że najlepiej czuje się w jeansach i sukienkach, ale do tego ubiera glany. W wolnych chwilach słucha muzyki. A jak z jedzeniem? - W moim domu są chipsy, przekąski i majonez. Jem je jednak tak, by zachować bilans. Moja córka także stosuje zasady zdrowego odżywiania i co ważne, dzieli się nimi z koleżankami. Jestem z niej dumna - mówi. Kobieta znalazła także swoją drugą połówkę. Marcin - jej partner wspiera ją każdego dnia.

Qczaj motywuje. Ćwiczenia z hantlami. Video

Źródło: DDTVN-x-news

Wideo

  • Tygodnik Wągrowiecki
Więcej na temat:

Komentarze

19.09.2018, 18:05

Co to za cenzura Czy ktoś tu pamieta esbeckie czasy ?

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:

Powiązane