Wągrowczanka: żeby uzyskać pomoc w szpitalu trzeba być... umierającym?

Minęły dwa tygodnie od opublikowanego na naszych łamach materiału dotyczącego kontrowersyjnego „regulaminu”, który zawisł w wągrowieckim POZ-cie. Do naszej redakcji szybko zaczęły napływać informacje o podobnych sytuacjach w szpitalu
 Fot. arch. NM

- Ja także przeżyłam niemiłą przygodę na POZ-cie. U mojego męża wystąpił wielki i bolesny obrzęk stopy. Wcześniej miał już zatory i zakrzepy, choruje także na cukrzycę i nie ma płuca. Musieliśmy natychmiast pojechać do szpitala. Pech chciał, że była to sobota - powiedziała nam wągrowczanka Jolanta Rachwalska. Kobieta, jak relacjonuje, pojechała wraz z mężem na POZ. Zostali jednak odesłani przez pielęgniarkę do domu, bo pan doktor był... na wizytach domowych. - Mieliśmy wrócić za dwie godziny i tak też zrobiliśmy. Kiedy weszliśmy na oddział, pielęgniarka powiedziała, że... lekarza nie będzie przez kolejne dwie godziny. Zaproponowałam, by zapisano męża na wizytę domową, skoro lekarz i tak jeździ do pacjentów. Pielęgniarka stwierdziła, że nas zapisze, ale nie gwarantuje, czy pan doktor zdąży przyjechać - tłumaczyła.

Jak opowiada dalej kobieta, po powrocie do domu podała mężowi silne leki przeciwbólowe, by mógł przetrwać z bólem noc. - O godzinie 22.45 zadzwonił telefon ze szpitala, że lekarz już dotarł i że możemy pojawić się na oddziale. Po zażytych lekach mój mąż nie był już jednak w stanie dotrzeć - mówi. Po całej sytuacji, jak mówi, pani Jolanta skierowała skargę. - Dyrektor szpitala zadzwonił do mnie i tłumaczył, że zdarzyła się wyjątkowa sytuacja. Mówił, że mam zrozumieć, że sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby pacjent był w stanie agonalnym... Czyli trzeba być umierającym, żeby uzyskać pomoc ze strony lekarzy? Cudem będzie, jeśli nic się nie stanie w czasie, gdy na oddziale nie będzie lekarza - podsumowuje zbulwersowana wągrowczanka.

Kontrowersyjny regulamin w wągrowieckim szpitalu

Zamieszczenie materiału o szpitalu na naszym profilu na facebooku spowodowało, że w sieci zawrzało. - Cyrk, żenada, wstyd... to co się wyrabia w wągrowieckim szpitalu - komentowali i pisali o swoich doświadczeniach ze szpitalem. - Mój syn się dusił, jak okazało się następnego dnia u lekarza rodzinnego, miał zapalenie krtani i tchawicy. W szpitalu odesłano nas na pierwsze piętro gdzie przyszedł pan doktor. Posłuchał, posłuchał no i stwierdził, że osłuchowo jest czysty więc skierował nas na oddział dziecięcy. Tam przyjęła nas kolejna pani doktor, która stwierdziła, że jednak coś tam w tym gardle się dzieje, ale nie widzi podstaw, żeby syn został w szpitalu. Odparłam, że skoro tak, to zabieram go do domu, bo nie chce go tu zostawiać, tym bardziej jak nie ma potrzeby. Został podany mu zastrzyk przeciwbólowy. Nie wiem czy wiecie, czym grozi zapalenie krtani i tchawicy u 19- miesięcznego dziecka. Opinie pozostawiam tym lekarzom, u których miałam przyjemność być - skomentowała pani Daria.
- Ja miałam przygodę w zeszłym roku. Córkę coś ugryzło w rękę. Nic nie pomagało, a w nocy ręka tak spuchła, że budziła się co chwilę. Z bólem o północy pojechaliśmy do szpitala. Lekarz, który przyszedł po 20 minutach, nie raczył nawet obejrzeć tej ręki i stwierdził, że nic nie będzie i kazał następnego dnia udać się do lekarza rodzinnego. Jak nas tam zobaczyli, to natychmiast stwierdzili, że potrzebny jest zastrzyk. Pytali, kto nas wypuścił w nocy do domu... - opisała swoją historię pani Hanna.

Zapytaliśmy, czy coś zmieniło się w obsadzie lekarzy na POZ-cie.
- W imieniu dyrekcji przepraszam wszystkich, którzy nie zaznali w naszym szpitalu pomocy. Staramy się, aby zawsze było na POZ-cie dwóch lekarzy, ale są sytuacje, w których jeden nie może dotrzeć, pozostawiając drugiego samemu - tłumaczy dyrektor ds. medycznych Krystyna Skrzycka.

Nie wszyscy jednak widzą tę placówkę jedynie w czarnych barwach. W oczach pacjentów są także plusy szpitala. - Za to oddziałowa noworodków i pani doktor są bardzo miłe i naprawdę dla nich wielki szacun - podsumowała pani Edyta.

W wągrowieckim szpitalu wciąż brakuje lekarzy

Nie od dzisiaj wiadomo, że w naszej lecznicy brakuje lekarzy i personelu niższego szczebla. Kilka miesięcy temu z problemem borykał się oddział wewnętrzny.Inne oddziały także nie mają pełnej obsady.
Dwa tygodnie temu dyrektor do spraw medycznych Krystyna Skrzycka poinformowała nas, że jeśli chodzi o POZ, zatrudnionych jest tam tylko dwóch lekarzy. Przyjmują oni nie tylko pacjentów w gabinecie,

ale także jeżdżą na wizyty domowe.
W tej chwili trwa konkurs na stanowisko kierownika oddziału anestezjologii. Poszukiwani są także lekarze na ten oddział. Oferty można składać do 27 sierpnia do godziny 10 w sekretariacie szpitala.

**Zobacz: Bolerioza zniszczyła ich rodzinę

Źródło: Uwaga! TVN/X-News**

Wideo

  • Tygodnik Wągrowiecki
Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

11.08.2018, 21:42

Bo to jest odsypialnia, wszyscy lekarze przychodzą tylko po to na dyżur, żeby podpisać obecność, zgarnąć kupę kasy i odespac po długim dniu

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.