WĄGROWIEC - Bartek spłonął żywcem we własnym samochodzie

Bartek miał 21 lat. Całe życie przed sobą. Głowę pełną marzeń. - Chciał zostać leśnikiem - wspomina jego ojciec. Ukończył już technikum leśne. Rozpoczął praktyki w wymarzonym zawodzie. Studia na Wyższej Szkole Zarządzania Środowiskiem na kierunku Leśnictwo.

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

Nikt nie spodziewał się tragedii, która wydarzyła się w sobotnią noc. Wieczorem 21-latek wyjechał z rodzinnego Smogulca swoim vw golfem do kolegów w pobliskim Osieku. - Kierowcą był bardzo dobrym, nie miałem do niego żadnych zastrzeżeń. Dużo jeździł, często był kierowcą moim lub swoich kolegów. Prawo jazdy zrobił od razu, gdy tylko ukończył 18 lat - tłumaczy jego ojciec.

Gdy dojechał do Osieka, to nie zastał już kolegów. Ci, jak tłumaczy jego ojciec, pojechali już do oddalonej o kilka kiometrów Rudy. Nie zastanawiając się długo, młody kierowca ruszył w stronę Rudy.

Minął tablicę żegnającą kierowców przy wyjeździe z Osieka nad Notecią. Wjechał na niewielki zakręt i mostek. .. Rozegrała się tragedia.
Młody kierowca stracił panowanie nad autem.

- Jak doszło do wypadku? Co było jego przyczyną? Tego ciągle nie wiadomo. To jest sprawdzane. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierowca jechał sam. Od strony Osieka w kierunku na Rudę. Kilkaset metrów za Osiekiem zjechał na pobocze. Uderzył w jedno, potem drugie drzewo. Po czym wpadł na pobliskie pole - tłumaczy Paweł Ziętkiewicz, prokurator z Chodzieży, który przybył na miejsce wypadku.

Po uderzeniu w drzewo samochód stanął w płomieniach. Nieoficjalnie wiadomo, że był on napędzany gazem.
- To była chwila. Ogień błyskawicznie objął całe auto. Nie było kogo ratować. Na nic przydała się pomoc straży, która przybyła dosłownie po chwili od zdarzenia - wspomina sobotnie wydarzenia jeden z mieszkańców Osieka.
∨ Czytaj dalej



Młody mężczyzna zginął na miejscu. Ciało zostało doszczętnie spalone. - Uniemożliwia to dokładną identyfiację osoby. Ciągle nie możemy potwierdzić w stu procentach jego tożsamości. Ciało zostało zabezpieczone do sekcji zwłok - wyjaśnia Maria Rogacka, zastępca prokuratora rejonowego w Chodzieży.
Rodzina i znajomi Bartka nie mają jednak wątpliwości. To był on. Na miejscu, gdzie doszło do wypadku, płoną już znicze. Ktoś na odartym z kory drzewie, w które uderzył samochód, powiesił krzyż. Pod nim położono tabliczkę z imieniem „Bartek“. Taką samą, jakie widzimy zwykle za szybami samochodów. Obok niej niczym relikwia leży znaczek vw. Ktoś musiał odszukać go w zgliszczach auta Bartka. Widać na nim zniszczenie. Wtopione są kawałki innego materiału... Całość otaczają dziesiątki zapalonych zniczy. Cztery metry dalej, na zwęglonym polu także płoną znicze. To właśnie tu wpadło auto z uwięzionym 21-latkiem w środku.

Co było powodem wypadku? To wciąż ustala prokuratura. Nieoficjalnie mówi się, że mogła być nią nadmierna prędkość. Takie przypuszczenia ma także ojciec zmarłego.

- Droga była wyremontowana przed kilkoma miesiącami. Teraz asfalt jest idealny. Nie ma żadnych dziur. To wszystko zachęca kierowców do przyciśnięcia pedału gazu. Jeżdżą jak szaleni, niektórzy nawet 150 kilometrów na godzinę, a ten maleńki zakręcik przy mostku jest zdradliwy. Co prawda, nigdy wcześniej nie było tam tak groźnego wypadku, ale mnie kiedyś o mało co nie przejechał tam samochód, który także prawie wypadł z drogi na tym łuku - tłumaczy mieszkaniec Osieka.
Arkadiusz Dembiński,  Monika Korzanowska Arkadiusz Dembiński, Monika Korzanowska
źródło: Głos Wielkopolski

Komentarze (0)

avatar

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię