Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

"Po prostu lubię pracę z ludźmi" - rozmowa z Kelnerką Roku, Beatą Lewandowską z Willisch Cafe

Alicja Tylkowska
Alicja Tylkowska
W plebiscycie Głosu Wielkopolskiego na Kelnera Roku wygrała Beata Lewandowska, pracownica Willisch Cafe. Znak rozpoznawczy - szeroki i szczery uśmiech - niezależnie od pogody, czy samopoczucia. Poprosiliśmy zwyciężczynię o krótką rozmowę na temat samego tytułu, jak i pracy.

Beata Lewandowska, z Willisch Cafe w Wągrowcu została laureatką w Plebiscycie Głosu Wielkopolskiego do miana Kelnera Roku. Czy trudno było go zdobyć? Poprosiliśmy najlepszą kelnerkę w Wągrowcu o rozmowę na ten temat, ale nie tylko.

To pierwszy Pani sukces, jako Kelner Roku?
Plebiscyt dzieje się w powiecie wągrowieckim. Nominują nas nasi goście. To wielki zaszczyt, który nas spotkał. Mówię nas, ponieważ do Kelnera Roku byłam nominowana ja, Magda Ortyl i Wiktoria Owczarzak która zajęła 4 miejsce. Goście nominacje wysyłają do Głosu Wielkopolskiego i redaktorzy Głosu do nas dzwonili z informacją o nominacji. Jak mi powiedziano, że jestem nominowana w dwóch kategoriach, Kelner Roku i Menager Roku, to nogi się pode mną ugięły <śmiech>. Udało mi się wygrać, tak, jak powiedziałam, dzięki gościom. To moja druga wygrana, pierwsza była w 2017. Bardzo się cieszyłam, bo już sama nominacja, to wielka wygrana! Ktoś cię dostrzega za to, że robisz to, co robisz. W Wągrowcu jest bardzo dużo gastronomii i osób, które mogą błyszczeć więc nie było łatwo.

Ten tytuł daje dumę? Zadowolenie? Czy coś jeszcze?
Pewnie, że jestem dumna! Otrzymałam dyplom i szkolenie online w nagrodę, które dotyczy promocji w social mediach. To otworzyło nam też drzwi do eliminacji ogólnopolskich. Ale tu już nie było tak łatwo. Gdzie taki mały Wągrowiec wobec np. Warszawy, czy Krakowa. Ja cieszę się bardzo z mojego małego sukcesu.

Co trzeba robić, by zostać Kelnerem Roku?
Przede wszystkim być sobą, nie udawać i nie zmieniać się. Pracuję w Willisch Caffe już 12 lat. Cieszę się z gości, którzy nas odwiedzają, to też jest ważne. Należy witać ich uśmiechem. Wiadomo, że nie każdy dzień jest idealny, ale uśmiech jest najważniejszy. No i trzeba lubić to, co się robi. To każdego dnia profituje.

Co Pani w swojej pracy najbardziej lubi?
Kocham moją pracę, sprawia mi ona ogromną przyjemność, chociaż jest ciężkim kawałkiem chleba. Ale zawsze powtarzam moim dziewczynom i Maciejowi, że uśmiechem można załatwić wszystko - nawet największą skuchę. Uwielbiam, kiedy goście przychodzą i mówią: o, Pani jest znowu uśmiechnięta, my czekaliśmy na ten uśmiech <śmiech>. Śmieją się czasem, że jakby w Wągrowcu był jakiś konkurs na uśmiech, to ja jestem liderką. Po prostu lubię pracę z ludźmi. Mówić im "dzień dobry", czy jakieś miłe słowo. One mają ogromną moc. Jak otwieraliśmy sezonówkę, lodziarnię, w Pile, to później goście tutaj, do Wągrowca przyjeżdżali i cieszyli się, że mnie zobaczyli - z tym moim uśmiechem.

A co z tytułem Menagera Roku?
Kelner Roku był na powiaty, natomiast Menager Roku na województwa. Była zatem spora konkurencja. Ale tu znów była nominacja od gości, więc to już jakby wygrana, chociaż w samym plebiscycie zajęłam 8 miejsce. W byciu menagerką jestem jeszcze takim świeżakiem <śmiech>. Inni startujący, to osoby z większym stażem, a ja tu taka skromniutka, z wielkim uśmiechem.

Ile czasu zajmuje Pani praca? Czy to zajęcie na 8 godzin?
To jest trochę bardziej rozbudowane. Z mojej strony wymaga to większego poświęcenia. Odbieram telefony od gości, ustalam rezerwacje, czy menu - robię to poza Willischem. Czasem też są telefony od dziewczyn i naszego Macieja, bo coś potrzebują. ale lubię to. Właściwie cały czas w pracy jestem. Trzeba ogarniać <śmiech>. Zajmuję się też facebookiem. Najważniejszym jest fakt, że nie mam tutaj podcinanych skrzydeł. Tutaj jeszcze mnie to wszystko nakręca, zwłaszcza Szefowa, czyli Pani Krysia. To jest fantastyczne! Jeśli coś dostajesz, to to oddajesz - tutaj to tak działa. Tak powinno wszędzie działać. Dzięki Niej mogłam uczestniczyć w szkoleniu menagerskim.

Jeśli Beata nie byłaby kelnerką, to kim?
Och <śmiech>. Ja tu trafiłam przypadkowo, przyznaję. 12 lat temu pracowałam, jako recepcjonistka i mieszkałam w Świnoujściu. Kończył się sezon i trzeba było szukać pracy. Stało się tak, że zadzwoniła do mnie koleżanka, że jest właśnie u Pani Krysi w Willischu i Ona szuka kelnerki. Wyszło tak, że umówiłyśmy się na rozmowę. Oczywiście przyszłam, porozmawiałyśmy i tak już 12 lat. A rozmawiałyśmy przez 4 godziny! Taka to rozmowa kwalifikacyjna. Bardzo dobrze mi się rozmawiało - to mnie urzekło. Ja pamiętam, że, jak byłam dzieckiem, to biegałam tu na lody.

Czy za Panią jest jakaś szkoła gastronomiczna?
A nie. Uczyłam się w szkole handlowej, ale później zrobiłam sobie średnią, administracyjno-biurową. Pchało mnie w papiery. A w ogóle, to moim marzeniem była praca z dziećmi. Lubię, kiedy przychodzą do nas dzieci, to ja wtedy zwracam się do nich "co dla pana", "co dla pani", "czym mogę służyć, młoda damo?", czy "dżentelmenie" - jak oni wtedy rosną! Były u nas warsztaty z dziećmi, to ja je prowadziłam. Robiliśmy pizzę i desery. Teraz niestety trochę mało na to czasu.

Ma Pani jakieś hobby i czy znajduje czas na nie?
Moim hobby jest praca <śmiech>. Ale ogólnie uwielbiam czytać książki - obyczajowe, biografie i historyczne. Jakoś znajduję na to czas - by się na chwilę odciąć trochę od rzeczywistości. Uwielbiam także wyjeżdżać, zwiedzać i powracać do dawnych miejsc, by analizować, co się zmieniło. Wbrew pozorom miewam wolny czas, raczej w tygodniu - to taki czas wyłącznie mam dla siebie: jakieś małe, domowe SPA, albo gotowanie. Lubię też jeździć na różne koncerty, ale i szkolę się kulinarnie.

A gdyby, z jakiegokolwiek powodu, musiała pani zmienić pracę, to gdzie skierowałaby się Pani?
A nie będzie się pani śmiała? <śmiech>. W sklepie mięsnym! Dawno temu pracowałam w takim sklepie i bardzo mi się to podobało. Moi rodzice pochodzą ze wsi i trochę mam to wszczepione. Za żadne skarby nie mogłabym pracować w sklepie odzieżowym. Totalna nuda! Chodzi o to, że kontakt z ludźmi ogólnie jest moją pasją.

Jakie ma Pani jeszcze marzenia do spełnienia?
Dużo jest tych marzeń, a na wszystkie trzeba zapracować. Ja cały czas pracuję na te marzenia <śmiech>, bo są kosztowne. To wyjazdy, wyjazdy i jeszcze raz wyjazdy. Najbardziej chciałabym pojechać do Japonii. Nasi goście już mnie namawiają, bo jadą w marcu więc muszę się szybko ogarniać <śmiech>

Czego sobie życzy Beata Lewandowska?
Zdrowia, to przede wszystkim i żeby mój uśmiech nigdy mi gdzieś nie zniknął. No i gości, takich, jakich mamy, którzy tu powracają. Poza tym życzę wszystkim takiej Szefowej, jaką mam ja.

Należy jeszcze nadmienić, że Willisch Cafe zajął I miejsce w Plebiscycie Kawiarnia-Cukiernia roku - gratulujemy!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Odszkodowania i nowe miejsce dla działkowiczów w Trzebini

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wagrowiec.naszemiasto.pl Nasze Miasto