MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Świąteczne historie, jakich mało! Kot w święconce, placek drożdżowy z kiełbasą - takie rzeczy się zdarzają!

Alicja Tylkowska
Alicja Tylkowska
pixabay
Przed świętami wielkanocnymi - i w ich trakcie - atmosfera wypełniona jest nie tylko radością i spotkaniami z rodziną. W tym czasie zdarzają się również historie z humorem i nieprzewidzianymi zdarzeniami, które niezmiernie bawią i pozostają w formie rodzinnej anegdoty. Zapytaliśmy o nie mieszkańców naszego powiatu

Przygotowania świąteczne idą pełną parą. To czas, gdy mogą przybierać nieoczekiwane obroty, prowokując lawinę śmiechu i zabawnych sytuacji. Niezależnie od tego, czy to w trakcie poszukiwań idealnych jajek wielkanocnych, czy przygotowań do święconki, zawsze znajdzie się miejsce na anegdoty i humorystyczne perypetie. Opowiedzieli nam o nich mieszkańcy powiatu wągrowieckiego.

Czy można jeść placek drożdżowy z... kiełbasą? Jednej osobie smakuje na pewno!

Królową potraw wielkanocnych w moim domu jest szynka, przygotowywana przez moją Mamę według starej receptury. Koniecznie z wielką kością, moczona w zalewie przez wiele godzin i następnie gotowana. Zawsze przygotowana jest perfekcyjnie i smakuje obłędnie. Podczas śniadania wielkanocnego moja Mama wydaje opinię na temat szynki przez siebie przygotowanej. Niemal tradycją stało się ,,obstawianie’’, czy według niej szynka będzie za słona czy wręcz przeciwnie. Wtedy, podczas biesiadowania zwykle ktoś triumfalnie stwierdza: ,,wygrałem/wygrałam!’’. Zabawną "tradycją" jednak jest to, że mój Tato je... kiełbasę z plackiem drożdżowym z kruszonką.

- opowiedziała nam Agnieszka Grzechowiak, wiceprzewodnicząca w Sejmiku Województwa Wielkopolskiego

Święconka z...niespodzianką

U nas w domu zawsze jest rodzinnie - opowiada Alina Kliszewska z wągrowieckiej Pasmanterii. Dawniej też, rodzinnie, chodziło się ze święconką. Pani Alina opowiedziała nam swoją historię.

Szykowaliśmy się jak zwykle, do kościoła, by poświęcić koszyczek wielkanocny. Każdy zabiegany, bo jakoś wszystko wychodzi na przysłowiową "ostatnią chwilę". Wiadomo, wszystko musi być odświętne. Koszyczek odstawiłam na stół, przykryłam go już białą, haftowaną serwetką - i szykując się, czyli biegając, chwyciłam tę święconkę i pędzimy do kościoła. Ustawiliśmy koszyczek na stole przed księdzem i czekamy. Nagle spojrzałam na serwetkę, bo...zaczęła się ruszać! Patrzyłam osłupiała - właściwie wszyscy patrzyli. Podeszłam do stołu, odkryłam święconkę, a tam...kot! Mieliśmy wtedy małego Czestera i, jak się szykowaliśmy, to wszedł cichutko do koszyczka i tak został. Wszyscy, łącznie z księdzem, śmiali się do rozpuku.

Śmigus-dyngus, to też tradycja

Teraz już tradycja śmigus-dyngus zanika, ale kilka lat temu miała się całkiem dobrze. Chociaż na ulice nie warto tego dnia wychodzić. Dzieci nie potrafią się bawić. Pamiętam jednak, jak pewnego lanego poniedziałku, obudziłem się w... wanience! Nawet nie czułem, jak to się stało, że tam się znalazłem, ale osoby, które mnie do niej włożyły, zlały mnie wiadrami pełnymi wody. Szkoda słów, jak wtedy wyglądałem.

- wspomina Arkadiusz Przybylski, Prezes Stowarzyszenia ASK "Dobro" z Wągrowca
Jak opowiedział nam rozmówca, w Jego domu jest również zwyczaj, który muszą znać dzieci - zajączek wielkanocny pozostawia prezenty w gniazdku, które dzieci same przygotowują. I z tym związana jest również zabawna historia.

Rok temu kupiliśmy synkowi na Wielkanoc sporych rozmiarów prezent. Synek miał przygotować gniazdko, gdzie zajączek ten prezent zostawi. Takie gniazdko robi się np. z papieru kolorowego, albo słomek - kreatywność dzieci często zaskakuje. Nas synek bardzo zaskoczył - śmiechu było co niemiara, kiedy zobaczyliśmy, jakie gniazdko przygotował - może wielkości talerzyka deserowego. Prezent, oczywiście, dostał, a my mamy teraz co wspominać.

Mało? To jeszcze jednak historia - "z jajami"

Jeszcze z czasów dzieciństwa - pisze Pani Monika Rusiewicz z Oporzyna - kiedy to z babciami chodzilo się do Kościoła ze świeconką, pamietam pewną wesołą (po czasie) przygodę.

Ja, z moją babcią Heleną oraz babcią z sąsiedztwa i jej wnukiem, udaliśmy się z pięknymi wielkanocnymi koszykami do koscioła w Żoniu, aby ksiądz poświęcił nasze potrawy i pisanki. Wszystko odbyło się zgodnie z planem, następnie udaliśmy się alejką akacjową na cmentarz, do zmarłych dziadków. My - beztrosko niosąc poświęcone potrawy i śpiewając - wywijaliśmy koszyczkami. Droga była wyboista – sąsiad wnuczek wyłożył się, jak długi ze swoim koszykiem, jajka poturlały się, baranek wysypał, a o szynce nie wspomnę. Do dziś pamiętam przerażenie babć na twarzy, zbieranie potłuczonych pisanek i konsternację, co podamy na "święcone śniadanie".

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Dlaczego lato sprzyja miłości?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wagrowiec.naszemiasto.pl Nasze Miasto